Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 stycznia 2017

Ósme postanowienie - TAKE IT EASY!

Witajcie w Nowym Roku! Wiem, że piszę to z lekkim opóźnieniem, ale jak wiecie ten rok jest dla mnie szczególnie wymagający i niestety nie mogę poświęcić się w takim stopniu tworzeniu tego bloga, jak bym chciała.


Dzisiejszy tekst jest z tym trochę powiązany. Będzie to dla Was przestroga i mam nadzieję, że razem wprowadzimy dobre zmiany w nasze życie!


Rok  zaczął się niezwykle intensywnie. Świadomość, że już za 5 miesięcy stanie się to do czego jestem przygotowywana przez 12 lat edukacji w szkole jest mobilizująca i przerażająca jednocześnie. Do tematu jak zwykle podeszłam ambitnie i…. trochę się na tym przejechałam.

Chociaż inczej wyobrażałam sobie dzisiejszy dzień,
to nie żałuję tego jak go spędziłam!
A kto wie co to za książka? Uwielbiam!


Dzisiaj skończył się w mojej szkole tydzień matur próbnych. Zmierzenie się z nimi było niezbyt miłym doświadczeniem (no może poza angielskim ;)) i faktycznie było dość wyczerpujące. Ponadto w piątek (piątek 13, ale mam nadzieję, że będzie to dla mnie szczęśliwy dzień, chociaż więcej na razie nie zdradzę) czeka mnie inne wyzwanie, do którego  przygotowuję się dłuższy czas. Dzisiaj właśnie wisienką na torcie zwieńczającą matury próbne była matematyka rozszerzona. Nie ukrywam – nie jest to mój ulubiony przedmiot, nasze relacje są trudne i trochę bałam się tego starcia ;) Kiedy weszłam do klasy poczułam się słabo – przed oczami pojawiły się czarne plamki, ale nie miałam ochoty stchórzyć, myślałam, że zaraz wszystko wróci do normy.


Jednak tym razem tak się nie stało – wkrótce dołączył do tego nieznośny ból głowy, ogólne osłabienie i w połowie czasu opuściłam salę (ku zdziwieniu nauczycielki i innych piszących ;). Blada jak ściana wróciłam do domu i od razu poszłam spać. Stopniowo ból zaczął mijać, po trzech godzinach całkowicie przeszedł. I kiedy pół żywa leżałam w łóżku zrozumiałam, że chciałam trochę przekozakować. Chociaż dokładnie nie wiem, co spowodowało moje złe samopoczucie – stres, przemęczenie, czy to efekt zatrucia smogiem – wiem, że na pewno dwa pierwsze czynniki nie pomogły mi dzisiaj. Chociaż okoliczności nie były zbyt miłe, zrozumiałam, że trzeba sobie dać czas na ODPOCZYNEK. „Taaa… łatwo mówić?” – pewnie właśnie to myślicie. Ja też często tego nie rozumiem, ja perfekcjonistka i pracoholiczka, dostałam dziś nauczkę, że jeśli ja nie pozwolę mojemu organizmowi odpocząć, to on w najmniej spodziewanych okolicznościach go zażąda i wymusi!



Dlatego chciałam Was uczulić – postarajcie się wygospodarować trochę czasu na oddech i zatrzymanie się w wyścigu w jakim biegniecie. Przecież chcecie dobiec na metę, a nie przed nią paść ze zmęczenia J  Ja dbanie o odpoczynek i zdrowie psychiczne dopisuję jako moje 8. postanowienie noworoczne! 

środa, 9 listopada 2016

Najgorszy dzień świata

Dzisiejszy dzień był dla mnie więcej niż niefortunny. Podróż, o której od dłuższego czasu marzyłam legła w gruzach. Spóźnienie na jeden samolot, anulowanie kolejnego lotu, problem z innymi pośrednimi środkami transportu…

Nie piszę tego dlatego, bo chcę się Wam wypłakać i pożalić… Po prostu chcę Wam pokazać, że każdy ma czasem gorszy dzień, kiedy wszystko dzieje się nie po Twojej myśli, a wręcz na przekór niej. Ale trzeba zrozumieć, że nie wszystkie rzeczy są zależne od Ciebie. Życie pisze różne scenariusze, nie zawsze się z nimi zgadzamy od razu, ale kto wie – może z biegiem czasu okaże się, że to wcale nie było takie złe…


Więc jeśli dzisiaj też nie jest Twój dzień, nie przejmuj się, nie jesteś sama! Nie oskarżaj się, o to, że jesteś najgorsza, najgłupsza, że jesteś nieudacznikiem, bo tak nie jest. Brzmi okropnie banalnie, wiem, ale tak naprawdę nie jest, serio. Niektóre ciosy trzeba przyjąć na klatę, ale nie dać się przez nie powalić! 

Scarlett to chyba moja ulubiona bohaterka literacka -
piękna, mądra i silna, chociaż wcale nie miała łatwego
życia. "Pomyślę o tym jutro, jutro też jest dzień"



PS. A jeśli czujecie się tak jak ja dzisiaj, to polecam posłuchać klasyka let it be Beatles'ów. Krzepi :) 

piątek, 19 sierpnia 2016

A gdyby tak pójść do Częstochowy...

Dla zdecydowanej większości ludzi wakacje kojarzą się z czasem leżenia na plaży z drinkiem z palemką, ofertą  all inclusive, komercją, zgiełkiem turystów. Jednakże niektórzy czują potrzebę głębszej refleksji nad swoim życiem, duchowego wyciszenia i uporządkowania swojego wnętrza i wsłuchania się w głos Boga. Ja właśnie miałam taką potrzebę w tym roku i z tego powodu wybrałam się na moją pierwsza w życiu pielgrzymkę.


a wygląda to mniej więcej tak! :) 
foto: www.wapm.waw.pl

Wybrałam Warszawską Akademicką Pielgrzymkę Metropolitalną. Zadecydowało o tym kilka czynników – moje miejsce zamieszkania, chęć spotkania ciekawych, myślących podobnie jak ja młodych ludzi oraz urokliwa trasa wyznaczana przez polskie sanktuaria. Dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że był to wspaniały wybór!

Nie ukrywam, że bardzo obawiałam się tej pielgrzymki. Chociaż kondycję mam niezłą bałam się czy podołam iść cały dzień raz w deszczu, innym razem podczas trzydziestostopniowego upału, czy dam sobie radę z organizacją, zachowaniem higieny, czy w ogóle coś zmieni ten czas, czy znajdę nić porozumienia z innymi. Chociaż nie było łatwo – praktycznie każdego dnia miewałam kryzysy i obiecywałam sobie, że dziś wieczorem wracam do domu, dzięki wsparciu braci i sióstr (bo tak zwracamy się do siebie na pielgrzymce), i co najważniejsze – dzięki wsparciu Wszechmocnego, dałam radę i każdego wieczoru dziękowałam za to, że ostatecznie nie zrezygnowałam. Nie będę ukrywać, że byłam bardzo zmęczona, nogi odmawiały posłuszeństwa, w głowie toczyła się mentalna walka, to tak naprawdę wypoczęłam, tak jak dawno nie miałam okazji. Po prostu mogłam oderwać się od codzienności, rutyny, wygód i czerpać z tego radość, cieszyć się z drobnych rzeczy, takich jak: życzliwości spotkanych ludzi, ciepłej wody czy kubka ciepłej zupy.


hasło tegorocznej WAPM to "Effatha - otwórz się"
foto: www.wapm.waw.pl


W dzisiejszym świecie zabiegamy o wiele różnych spraw, tak że zapominamy o tym co jest tak  naprawdę dla nas ważne. Staramy się dopasować do innych, iść na łatwiznę. Pielgrzymka była dla mnie czasem przełomu w tej sprawie – w końcu mogłam choć w pewnym stopniu poznać siebie, zmienić się lub właściwie wrócić do prawdziwości i zyskałam wewnętrzną siłę na resztę życia. Tu nie musisz przejmować się swoim wyglądem, nie musicie starać się nikomu imponować. Nie musisz się peszyć i ściszać głosu, gdy jesteś szczęśliwy i masz ochotę głośno śpiewać. Nie musisz się troszczyć o błahe w gruncie rzeczy sprawy, żyjesz na granicy świata fizycznego – ziemskiego i duchowego nieba.


Jeśli gdzieś wewnątrz swojego serca czujecie potrzebę zmiany i wyruszenia na pielgrzymi szlak, nie opierajcie się! Pomyślcie o tym czemu to chcecie zrobić, o swoich intencjach, załóżcie skarpety i sandały i ruszajcie! Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to post skierowany do Was wszystkich, wiem, że nie wszyscy wierzą i podzielają podobne wartości. Jednak bardzo chciałam na moim blogu podzielić się, jak wcześniej obiecywałam, moimi doświadczeniami i wartościami. Mam nadzieję, że i wśród Was znajdę jakąś bratnią duszę! 

wtorek, 2 sierpnia 2016

Perfekcjonizm - zaleta czy pułapka?

Idealna uczennica, córka, dziewczyna… Wieczne pragnienie wykonania każdego zadania w 110%. I myśli typu: „Przecież wszyscy na mnie liczą, nie mogę ich zawieźć”, „mogę sama doprowadzić moje życie i wszystko co mnie dotyczy do perfekcji”. To z pewnością oznaki perfekcjonizmu, który często wydaje się być cechą pożądaną, jednak w rzeczywistości jest to groźna pułapka.
Zacznijmy od postawienia sprawy jasno: nikt nie jest idealny, każdy ma kompleksy, wady i niemożliwe jest ich całkowite wyeliminowanie. I co ważniejsze: nie ma w tym nic złego. Oczywiście, warto się doskonalić, starać się osiągać lepsze wyniki, być po prostu lepszym człowiekiem, ale nie powinno się robić tego za wszelką cenę. Nie zrozumcie mnie źle – nie namawiam Was do bylejakość. Wykonujcie sumiennie swoje zadania, starcajcie się, ale nie kosztem zdrowia psychicznego i fizycznego.

Dokładnie!


Perfekcjonizm jest pułapką – wiemy, że nam szkodzi, jednak nie zrywamy z nim, bo lubimy pochwały za dobrze wykonane zadania. Niestety, konsekwencje mogą być tragiczne: nie umiemy odpoczywać, pozwalać sobie na gorszy dzień, wyluzować się. Dotyczy to w zasadzie każdej płaszczyzny życia – szkoła, dom, znajomi, zdrowy tryb życia. Chciałabym was przestrzec szczególnie przed tą ostatnią – oczekiwanie bardzo szybkich efektów, trzymanie się kurczowo diety, nieodpuszczanie treningów jest tylko o krok od zaburzeń odżywiania. Dlatego, pamiętajcie proszę, że czasem warto zjeść coś pysznego na co macie ochotę czy odpuścić trening. Świat się od tego nie zawali, a możliwe, że poprawi się wasze samopoczucie :) 




Wiem, że brzmi to banalnie, ale w życiu powinnyśmy znaleźć równowagę. Nauczyć się rozgraniczać czas pracy i odpoczynku. Po prostu podchodźcie do siebie z miłością i nie katujcie się, nie dostarczajcie sobie problemów, lecz odciążajcie się. Szczególnie teraz, w wakacje, pozwólcie sobie na odpoczynek, zrzucenie presji szkoły czy pracy. Ćwiczcie dla przyjemności, jedźcie zdrowo z przekonania, że jest to dobre dla waszego organizmu, a nie z obsesyjnego pragnienia uzyskania idealnej sylwetki, bo za pewne zawsze znajdzie się coś, co nie będzie się w Was podobało. Bądźcie dobrymi ludźmi, ideały i tak nie istnieją. I uśmiechajcie się do siebie samych w duchu :)

Przydatna ściągawka, dla nieumiejących 
odpoczywać


Fotos: pinterest.com

niedziela, 8 maja 2016

Siła nawyku

Wiosenne popołudnie. Wracamy z wycieczki rowerowej, mijamy znaną sieć fastfoodową, która mimo wczesnej pory nie świeci pustkami. Niestety wielu z klientów to małe dzieci, które tutaj zjadają obiad. Najbardziej w pamięć zapadły mi słowa jednej z młodych mam, która po zakupie sporego zestawu dla córeczki powiedziała: „lody zjesz, kiedy skończysz jeść burgera”…


Nie chce krytykować tej konkretnej mamy. Jasne, być może była to sytuacja wyjątkowa – mama nie miała siły gotować, była zmęczona, córeczka wybrzydzała… Jednakże takie zjawisko jest faktycznie niepokojące. To właśnie we wczesnym dzieciństwie kształtują się nasze nawyki żywieniowe. To wtedy uczymy się – podglądając rodzinę i bliskich – co należy jeść, w jaki sposób, jak często. Dlatego przyzwyczajanie dziecka do posiłków w fastfoodzie naprawdę może być tragiczne w skutkach – w przyszłości takiej osobie o wiele trudniej będzie się odzwyczaić od śmieciowego jedzenia, jeżeli w dzieciństwie było ono normą. Plaga otyłości ma swoje podłoże właśnie w braku świadomości żywieniowej i złych nawykach. Zachęcam, przekonujcie swoje dzieci, że zdrowe jedzenie nie jest nudne i niesmaczne, lecz przeciwnie – można odkrywać nowe, wspaniałe smaki. A może warto spróbować gotowania wspólnie z pociechami i przy okazji razem bawić się w kuchni?



Nie pozwólmy, żeby polskie dzieci wyglądały jak amerykańskie. Na razie, to tusza i nawyki żywieniowe maluchów zza oceanu budziły postrach, jednak problem ten jest coraz bardziej realny także w naszym kraju. Wybierajcie świadomie, a jeśli jesteście rodzicami wiedzcie, że to co Wasze pociechy wyniosą z domu, będą powielać w swoim dorosłym życiu! 

Owoce to najlepsze słodycze! Taki koktajl to świetna 
alternatywa dla niezdrowego deseru. Tutaj znajdziecie: 
jarmuż, banana i ananasa. Pycha!

środa, 30 marca 2016

Anoreksja...

Moda na zdrowy styl życia i „bycie fit” z pewnością przyniosła wiele dobrego – zachęciła rzesze otyłych osób do zmiany sposobu jedzenia i rozpoczęcie aktywności fizycznej. Jednakże są też osoby, które padły jej ofiarami, ale mało się  tym mówi. Gdy w Internecie poszukamy artykułów, blogów czy filmików poświęconych zdrowej żywności przeważająca część będzie promowała dietę „zero cukru, zero tłuszczu”. Ok, ograniczenie tych produktów przez osoby chore z nadwagą jest bardzo dobre, ale co z pozostałymi zdrowymi osobami, które chciałby być w lepszej formie? Niestety przekaz medialny, w którym dominuje kult szczupłej sylwetki oraz ciągłego bycia na diecie, może prowadzić szczególnie u młodych osób do zaburzeń odżywiania. W tym wpisie chciałabym bliżej omówić jedno z nich – anoreksję, która jest naprawdę straszną i groźną chorobą.
Nigdy, przenigdy tak nie myślcie...
Można imponować innymi cechami,
a nie chudością
foto:pinterest.com

Jadłowstręt psychiczny to jedno z zaburzeń odżywiania cechujące się znacznym ubytkiem masy ciała spowodowanym nadmiernym ograniczaniem spożycia pokarmów. Zazwyczaj prowadzi do zatrzymania miesiączki u dziewcząt, obniżenia temperatury ciała (nawet poniżej 36 stopni Celcjusza), widoczne są wystające kości (kolce biodrowe, obojczyki, łopatki), na skórze pojawia się meszek, akcja serca jest obniżona. Występują także liczne zmiany hormonalne – przysadka mózgowa nie produkuje wystarczających ilości hormonów (LH i FSH) i w rezultacie jajniki przestają pracować. Zachwiany jest dobowy rytm wydzielania kortyzolu (znanym jako „hormon stresu”), jest on wydzielany w nieco większej ilości – analogiczna sytuacja ma miejsce w przypadku depresji. To tylko nieliczne ze zmian jakie następują w organizmie podczas anoreksji. Brzmi strasznie? I naprawdę takie jest. Dlatego piszę ten tekst, żeby was ostrzec przed skutkami pozornie niewinnego i zdrowego zachowania.
Niestety, moda cały czas promuje
wychudzone sylwetki... Bardziej drastycznych zdjęć
Wam oszczędzę
foto: pinterest.com

Ale jakie są przyczyny tej strasznej choroby? Przede wszystkim – perfekcjonizm. Anorektyczkami nie są dziewczyny, które zadowalają się „bylejakością”, byciem w normie. Nie, one chcą być najlepsze, w każdej dziedzinie. Szkoła, praca, rodzina… Pełen profesjonalizm, sumienne wywiązywanie się ze zobowiązań, powolna praca i podnoszenie kwalifikacji. Takie samo nastawienie mają do swojego wyglądu – dążą do ideału. Wbrew popularnemu przekonaniu rzadko ta choroba jest rezultatem próżności i „fanaberii nastolatek”. Nie zawsze jest to chęć zwrócenia uwagi na siebie, wołania o pomoc. Często chorują także dziewczyny z ciepłych, kochających rodzin. Jednakże pragnienie zaimponowania innym władzą nad swoim ciałem oraz potrzebami fizjologicznymi skłania je do narzucania sobie barier i przekraczania ich. To właśnie to daje im satysfakcję. 
Foto: www.fanpop.com

Warto sobie uświadomić jeszcze jeden fakt – jadłowstręt psychiczny to choroba umysłu a nie ciała. Zmiany ciała są tylko tragicznymi konsekwencjami tego co dzieje się w głowie. Dlatego nie od razu osoba chora będzie ważyła 40 kg, kości będą starczały na zewnątrz, a włosy wypadały. To jest już stadium krytyczne, a wcześniejsze etapy są bardzo często niezauważane, bo pozornie nic się nie zmienia. Taka osoba z pewnością będzie wzbraniała się przed większą ilością jedzenia, słodyczami, tłuszczami, przegryzkami między posiłkami, nawet tymi zdrowymi. Oczywiście, powie że jest już bardzo najedzona, tylko stara się prowadzić zdrowy tryb życia. Pewnie trudno będzie znaleźć restauracje, gdzie taka osoba chętnie zje – pojawią się różne wymówki, wykręty, wystarczy tylko zielona herbata. Dlatego proszę was wszystkich, którzy czytacie ten tekst – jeśli osoba wam bliska zacznie się zmieniać w taki sposób, zwróćcie na to uwagę! Jasne, sama promuję zdrowy tryb życia i uważam, że to najlepsza zmiana jaką można uczynić, ale granica między zdrowiem i rozsądkiem, a obsesją jest bardzo delikatna. Powstrzymując takie zachowanie możecie uczynić baaaardzo dużo dobrego dla tej osoby, możliwe, że nawet uratować jej życie.
Chciałam jeszcze raz wam zwrócić uwagę na to, że mój blog nie jest skarbnicą wiedzy dla "pragnących się odchudzić". Zdrowy tryb życia nie jest jednoznaczny z odchudzaniem. Niestety, na wielu stronach internetowych znajdziecie taką informację. Ja promuję tylko zdrowie! 

PS. Jeśli zainteresował Was ten temat, zmagacie się z tym problemem, chcecie pocóc komuś bliskiemu lub zwyczajnie chciecie wiedzieć więcej, polecam Wam lekturę książki Harriet Brown "Kiedy jedzenie wymaga odwagi". To historia zmagań córki autorki, ich bardzo bliskiej relacji, walki o życie... Otwiera oczy...





sobota, 26 marca 2016

Wielkanoc!

Święta Wielkanocne to wspaniały czas – kiedy przeżywamy największa tajemnicę wiary chrześcijańskiej, a ponadto mamy wyjątkową okazję do spędzenia czasu z rodziną, co niestety w życiu codziennym nie zdarza się często. Nieodłączną częścią Świąt jest ucztowanie – wielkanocny stół ugina się od tradycyjnych przysmaków, tym lepszych, że przygotowanych z miłością przez najbliższe osoby. Niestety, ten piękny czas często wiąże się z frustracją – dla jednych Wielkanoc kończy się bólem brzucha i przejedzeniem, inni – starający się prowadzić zdrowy tryb życia – zmuszają się do ciągłego odmawiania kosztowania pyszności, co czasem nieopatrznie zrozumiane przez kochaną ciocię lub babcię może zniszczyć miłą, świąteczną, pokojową atmosferę i doprowadzić do kłótni.
Ja w Święta pozwalam sobie na odejście od codziennego rytmu spożywania posiłków J Jest to niepowtarzalny czas, a potrawy takie jak mazurek, babka czy pieczona biała kiełbasa prawdopodobnie następny raz zjemy dopiero za rok. Nie zaszkodzi więc nikomu wyluzowanie się i dogodzenie sobie. Oczywiście nie krytykuję nikogo, kto ma inne zdanie na ten temat i wprowadza nieco lżejsze potrawy w miejsce tych tradycyjnych. Tym niemniej, myślę że warto sobie wcześniej zadać pytanie czy naprawdę tego chcemy, czy robimy to pod wytworzoną przez siebie samych presją. Naprawdę jeśli cały rok staracie się jeść zdrowo, takie kilkudniowe odstępstwo nie zdąży Wam zaszkodzić… Może właśnie dlatego lepiej zmieć swoje nawyki i zamiast na co dzień kupować sztuczne sklepowe batony, których głównym składnikiem jest syrop glukozowo – fruktozowy a ich zjedzenie nie sprawia żadnej przyjemności, lepiej zjeść od Święta kawałek (lub dwa J ) domowego, puszystego sernika.
Chciałabym jednak podkreślić, że nie popieram obżarstwa i leżenia na kanapie przed telewizorem przez całą Wielkanoc! Przeciwnie, myślę, że warto wykorzystać taką wyjątkową okazję i po świątecznym śniadaniu spędzić czas razem z rodziną: pójść na spacer (a może slow jogging lub po prostu przebieżki) lub pograć, np. w gry planszowe. Jeśli jednak Twoja rodzina niestety nie chce się ruszyć z domu, to z pewnością znajdziesz 30 – 60 min dla siebie, kiedy sama będziesz mogła poćwiczyć, a w rezultacie poczujesz się lżej.
Pamiętajcie jednak, że najważniejsze jest to, że po Świętach Wielkanocnych przychodzi znów normalny czas (chociaż życzę Wam, żeby świąteczna atmosfera radości i miłości została z Wami cały rok). To właśnie wtedy jest czas na wprowadzenie zmian w swoim żywieniu i powrót do 5 zdrowych, zbilansowanych posiłków. Jeśli tak zrobicie, z pewnością ta Wielkanoc zostanie wspaniałym wspomnieniem, a nie frustrującą porażką.

Korzystając z okazji, chciałabym Wam wszystkim złożyć najlepsze życzenie! Niech Zmartwychwstały Chrystus Wam błogosławi i napełnia wasze serca wiarą, nadzieją i miłością. Życzę Wam też, żebyście odpoczęły w te Święta i miały okazję doświadczyć miłości waszych bliskich, z którymi nie macie czasu się spotkać w pędzie życia.

poniedziałek, 21 marca 2016

Naucz się odpoczywać - wiosenne zmiany!

Codzienne obowiązki, rutyna, pośpiech, lista zadań do wykonania, budziki, spotkania… Naprawdę łatwo zwariować w wirze zadań jakie stają przed nami każdego dnia. W pracy lub w szkole dajemy z siebie 100% - co z tego, że potem padamy z nóg, ważny jest krótkotrwały efekt i wrażenie jakie po sobie pozostawimy. Brzmi znajomo? Obecnie wiele kobiet jest tak zabieganych, że kiedy przychodzi czas odpoczynku, nie potrafią go wykorzystać. Są dwa popularne sposoby jego wykorzystania: albo totalne „nicnierobienie”, spanie cały dzień, wylegiwanie się przed telewizorem, albo narzucanie sobie nowych zadań, dostarczanie sobie dodatkowego stresu w obawie przed zmarnowaniem czasu. Chciałabym wam przedstawić kilka moich sposobów na spędzenie wolnego czasu, odpoczynek bez wyrzutów sumienia J To idealny pomysł na wiosenną zmianę!
  • Książka – nie lektura! Coś co już od dawna czeka na twoim stoliku przy łóżku, ale jesteś zbyt zmęczona, żeby się za nią zabrać. Zrób sobie dobrą kawkę, usiądź w wygodnym fotelu i przenieś się w inny świat. Jestem pewna, że spędzenie nawet pół godziny w taki sposób przyniesie Ci mnóstwo radości i pozwoli Ci się zrelaksować. Ja jestem wierną fanką Alice Munro. Jej opowiadania to prawdziwe, nieprzesłodzone historie dziewczynek, kobiet, staruszek, ich zmagań, miłości, kompleksów i ran z przeszłości.


Czas na relaks, w moim wykonaniu...

  • Zadzwoń do przyjaciółki – zamiast pisać z nią na facebooku zadzwoń lub jeśli to możliwe spotkaj się z nią! Pośmiejcie się razem, pozwierzajcie się, powspominajcie. Na co dzień nie ma czasu na takie drobne przyjemności, a dobra przyjaciółka jest lepsza niż niejeden psycholog!
  • Aktywność fizyczna – w zależności od tego jak dużo masz siły, wybierz co Ci w duszy gra. Chcesz się wyszaleć? – idź na cross fit lub boks Potrzebujesz pobyć sama, zmęczyć się i zrelaksować – pobiegaj (no właśnie – mamy już wiosnę, dzień coraz dłuższy, temperatura coraz wyższa… a wymówek coraz mniej) lub popływaj! A jeśli jesteś taka zmęczona, że niedobrze Ci się robi na myśl o wysiłku fizycznym porozciągaj się lub pójdź na spacer i uciesz się na widok budźącej się do życia natury! A może po przeczytaniu mojego wywiadu z Panią Natalią Marią Wojciechowską masz zamiar rozpocząć swoją przygodę z tańcem klasycznym? J Jak widać możliwości jest wiele i każdy może znaleźć coś dla siebie. Gwarantuję Ci, że już po 30 minutach wysiłku oczyścisz swój umysł z negatywnych myśli, a także Twoje ciało będzie czuło się lepiej niż po leżeniu na sofie.
  • Domowe SPA – każda kobieta zasługuje na odpoczynek połączony z poprawą urody. Co można zrobić gdy nie mamy możliwości udać się do kosmetyczki lub do SPA? Najlepiej zrobić je sobie samodzielnie w domu! Przygotuj sobie naturalne maseczki, odżywki do włosów, peeling’i. Zrób sobie manicure, celebruj każdą chwilę poświęconą dbałości o swoje ciało – to nie jest próżność! A może zaprosisz koleżanki, razem odpoczniecie w taki sposób?

Ok, mało kto ma taką możliwość na codzień,

ale oczami wyobraźni możecie się przenieść w to 
miejsce - wystarczy ciepła kompiel w domu i trochę 
kreatywności!
foto: pinterest.com
  • Nadrób zaległości w kulturze – też czasem czujecie, że ze względu na ilość obowiązków jesteście zacofane w aktualnych wydarzeniach kulturalnych? Kolejna wystawa sztuki, nowy film, sztuka, promocja książki… Kilka luźniejszych dni to wspaniały czas, żeby w końcu sprawić sobie przyjemność przez kontakt ze sztuką, bez żadnej okazji. Warto być na bieżąco z kulturą!
  • Zdrowy sen – sen zdecydowanie nie jest stratą czasu, lecz cennym czasem regeneracji całego organizmu. Niewystarczająca ilość snu wpływa na pogorszenie nastroju, rozdrażnienie. Według badań UC San Francisco osoby, które śpią mniej niż 6 godzin dziennie są bardziej podatne na infekcje, np. przeziębienie. Ponadto, zdrowy sen jest jednym z lepszych kosmetyków świata! Przecież bardzo łatwo można poznać osoby, które zarwały noc: podkrążone, błędne oczy i matowa cera są ich głównymi atrybutami. Wnioski są takie, że sen jest wspaniały dla zdrowia i urody.



nic dodać, nic ująć 
foto: weheartit.com
Myślę, że to dobry pomysł, żeby w tę wiosnę wprowadzić zmiany w swoim życiu i nauczyć się odpoczywać. Dzięki temu poczujecie się lepiej, pokonacie „wiosenne przesilenie” a w rezultacie w pełni skorzystacie z uroków najpiękniejszej pory roku. Dobrze jest wyznaczać sobie ambitne cele, pokonywać nowe wyzwania, ale czasem trzeba zwolnić i ucieszyć się życiem! 

sobota, 20 lutego 2016

Zawsze wierny przyjaciel...

Tęsknię…
Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Wisława Szymborska „Kot w pustym mieszkaniu”

Już prawie nie pamiętam jak wyglądał. Sylwetkę, wzrost, ogólne wrażenie i chód jeszcze sobie przypominam, ale szczegóły są nieostre, zamazane. Jego widok jest spowity mgłą… A przecież byliśmy tak blisko, codziennie, był częścią mojego życia. Już nigdy nie będę na niego zła, bo mnie obudził w nocy, bo zrobił bałagan. Gdybym mogła się cofnąć w czasie pewnie więcej bym się z nim bawiła, wykorzystywała każdą chwilę jego życia w stu procentach. Ale czas nieubłaganie płynie dalej i chociaż to trudne, trzeba się w końcu nauczyć, że przemijanie jest częścią naszego życia i nie mamy na nie wpływu.


Może wyda Wam się to błahe, ale piszę o moim piesku. Byliśmy razem całe życie, kupiliśmy go, gdy miałam 2 lata. Razem dorastaliśmy, razem się wychowywaliśmy. Jednak do końca swoich dni miał mnie za dzieciaka, nie słuchał mnie, uznawał swoją wyższość nade mną. Denerwowało mnie to, ale miało też swój urok – była to ostatnia istota, dla której byłam maluchem, którego można lekceważyć, traktować z wyrozumiałością. Nie będę kłamała – były chwile, gdy miałam go serdecznie dość. Mimo tego, był to najukochańszy czworonożny towarzysz życia jakiego znałam.


Umarł w cierpieniu. Powolnie, lecz stopniowo słabł i posuwał się w latach. Jednakże w ciągu ostatnich dwóch miesięcy swojego życia zmienił się nie do poznania. Z dziarskiego pieska w średnim wieku, w smutnego staruszka, dla którego każdy krok był cierpieniem. Diagnoza: rak – narośl w buzi, przerzuty w płucach, a może gdzieś jeszcze. Choroba załatwiła go błyskawicznie.



Brakuje mi go. Teraz już pogodziłam się z jego odejściem, ale wcześniej gdy usłyszałam jakiś szum w domu, byłam pewna, że to on. Ale wiem jedno – jego ostanie dni były przepełnione cierpieniem, teraz jest już pewnie znowu radosnym szczeniaczkiem. Wiem też, że może nie zawsze to rozumiałam, ale kochał mnie bardzo – na swój psi sposób. Mogę śmiało powiedzieć, że każdy pies jest wspaniałym przyjacielem – to członek rodziny, o którego trzeba się troszczyć, ale który odwdzięcza się swoją miłością. 
foto: weheartit.com

czwartek, 11 lutego 2016

Uczciwość

Tłusty czwartek. Kolejka po pączki jest niewiarygodna, ale ich kuszący zapach sprawia, że mimo mrozu wytrwale czekam. Po dwudziestu minutach wreszcie składam zamówienie, płacę i szczęśliwa odchodzę od okienka. Kto normalny  by w tym momencie przeliczył resztę, poprosił o paragon? Jedyne o czym myślę, to bliska perspektywa zjedzenia pączusia, w zasadzie już czuję jego smak. Wracam do domu, a portfel pusty! Gdzie zniknęło 50 zł? Wiadomo… Pani od pączków zrobiła słodki biznes na mojej nieuwadze i roztargnieniu…


Nie piszę tego, żeby się pożalić. Nie ukrywam, że już się wypłakałam, bynajmniej nie ze względu na stratę pieniędzy, ale dlatego, zostałam oszukania, uznana za „frajera”, który się w porę nie zorientował… Mimo interwencji policji, nic nie udało się załatwić. To oszustwo było dla mnie gorzką nauczką i właściwie to może lepiej, że już odbyłam tę lekcję. Moimi wnioskami podzielę się z wami.


Przede wszystkim, najwyższa pora uświadomić sobie, że nie wszyscy są uczciwi. I bardzo często zapominamy o tych, którzy są, „bo to jest normalne”. Tak, tak właśnie powinno być, ale „life is brutal” i wszędzie roi się od ludzi, którzy nie życzą nam dobrze. Dlatego zamiast użalać się nad sobą, lepiej doceniać tych z „jasnej strony mocy”. Na zasadzie kontrastu od razu doceniłam życzliwość i chęć niesienia pomocy przez panów policjantów, którzy zajęli się sprawą, wcześniej pewnie bym to zlekceważyła. Na każdym rogu można spotkać miłych ludzi, ale my skupiamy się na tych, którzy nam w czymś zawinią. W rzeczywistości są oni w mniejszości, jednak bardziej wybijają się na tle tysięcy pozytywnych postaci. Zacznijmy zwracać uwagę na wszystkie dobre sytuacje, bądźmy za nie wdzięczni.


W idealnym świecie nie byłoby oszustwa. Niestety, to jest tylko utopia. Mimo tego, otacza nas mnóstwo osób, które są powodem do małej radości. A osoby, które nas oszukują – w różnych sytuacjach – chyba mają sporo kompleksów i problemów z samymi sobą. Pamiętajcie, „są ludzie i ludzie” ale najważniejsze jest to, żeby samemu zachowywać się tak, jak chcemy być traktowani. Morałem mojej niemiłej przygody, jest to, że zjadłam „najdroższe pączki świata” – produkt luksusowy, na który nie pozwalam sobie na co dzień J Każdy medal ma dwie strony i my sami decydujemy jak na niego spojrzymy J
foto: pinterest